• Wpisów:18
  • Średnio co: 73 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 23:56
  • Licznik odwiedzin:1 171 / 1397 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Kiedyś znów spot­ka­my się na uli­cy, wte­dy stanę się ulot­na jak chwi­la.
Nig­dy nie będziesz mógł mnie już mieć..
Je­dynie spoj­rzysz, szyb­kim ob­ro­tem, jak za­nikam, wśród in­nych ludzi.
Przy­pomi­nając so­bie, kim byłam.. Nie wy­korzys­tałeś swo­jego ruchu.
Czas nie uleczy przeszłości, nie jest le­kiem, po którym za­pom­ni­my.
Nie wyrzu­cimy chwil, de­likat­nym od­ruchem ser­ca.
Wspom­nień za­pisa­nych bar­wa­mi szczęścia.

Je­dynie lek­ka garść prze­mija­nia, ok­ry­je wspom­nienia.
Już nig­dy ten czas, nie będzie nam to­warzyszył.

A może kiedyś opo­wiem Ci, co ro­biłam w deszczo­we dni.
Jak za­tapiałam się w każdym dźwięku mu­zyki.

Był czas, w którym by­liśmy dziećmi. Cały świat pi­sany ko­loro­wymi bar­wa­mi.
Sie­dzieliśmy tak bez­tros­ko na ław­ce,
A po­tem dochodziły tyl­ko prob­le­my, roz­cza­rowa­nia, ja­kieś uczu­cia, odejścia.
 

 
Czy sympatyczne blogerki mogą mi powiedzieć, gdzie dostanę takie cudo, bądź coś podobnego?
Interesują mnie sklepy w Warszawie (ew.przez Internet).
Dziękuję z góry
 

 
Odlecieć.. Gdzieś daleko. Uciec od problemów, szkoły. Foty strzelać. Bawić się na całego. Spełniać marzenia.
 

 
Ja chcę lato! Słońce! Ciepło! A wy?
 

 
Dziś się spotkałam z moim chłopakiem. Wiedzieliśmy tylko to o której, gdzie się widzimy. Pomyślałam sobie,że po co planować co będziemy robić i gdzie pójdziemy..? Jak i tak część planów może nie pyknąć ze względu na pogodę, albo na samopoczucie. I wyszło wyśmienicie. Przyjechał do mnie i obejrzeliśmy romantyczną komedię. Miło spędziliśmy czas, po długim nie zobaczeniu się.
Więc nie warto planować (rzeczy mniej ważnej) bo spontanicznie jest lepiej i będą to niezapomniane chwile.
 

 
Nikt nie powiedział, że życie jest łatwe. Ale dziewczyny mają to do siebie, że planują przyszłość z chłopakiem, którego ledwo co poznały. Jeszcze się nie spotkali, a już padły dwa wyrazy "Kocham Cię" Nie bądźmy głupie i zapatrzone w naszego mężczyznę. Faceci mają to do siebie, żeby mieć wyrobioną klatę,mięśnie,robić dobre wrażenie i sypać słodkimi tekstami. A my na to lecimy. Facet powie do nas po 3 dniach znajomości "ładnie dziś wyglądasz laleczko", a my w to uwierzy i jesteśmy podjarane. Bądźmy stanowcze i zdecydowanie opanowane. Nie papugujmy po "nowoczesnych nastolatkach", które oprócz make-up,wyuzdanych ubrań i brak normalnego zachowania nie mają nic w głowach.
Dzieci(2-6l),które są jeszcze takie małe mają więcej rozumu niż nastolatki.
Ps. Mam nadzieję,że się nie obrazicie za wyraz "My", bo My kobiety musimy trzymać się razem..
 

 
Kiedyś było mil­cze­niem, które krzyczało we mnie każdej no­cy. Odkąd odeszłaś nie sy­piałem. Dni zle­wały się w jedną całość. Noc my­liłem z dniem. Po­padałem w głębszą dep­resje. Wiesz.. nig­dy nie sądziłem, że przez Ciebie stocze się na sa­mo dno. Wrak człowieka spoglądał na mnie z lus­tra. Nałogi stały się nieodłącznym ele­men­tem mnie sa­mego. Pięć lat... które skreśliłaś jed­nym zda­niem. -Nig­dy Cię nie kochałam..- Mój świat runął. Wyszłaś. Nie oglądając się za siebie. Paląc wszys­tkie mos­ty.
Mi­mo to żyję.
Minął rok. Naj­trud­niej­sze 12 miesięcy ja­kie dotąd przeżyłem. Był to czas, w którym ogień miłości gasł i roz­pa­lał się na no­wo. Byłaś mi pot­rzeb­na. Kiedyś. Dziś od­czu­wam inną pot­rzebę. Chcę żyć. Chcę w końcu zacząć nor­malnie żyć...
Są tacy, którzy uważają, że nie kochają drugiej osoby. Krzyczą jej prosto w twarz. Zaś późniaj doceniają jej obecność i ile ona znaczyła w naszym życiu. Nie rozumiem ludzi, którzy najpierw chcą być kochani, a potem tą miłość odrzucają,bo przeszkadza im wygląd zewnętrzny, samochód, majątek czy życie przeszłe.. Dajmy ludziom szanse.Poznajmy ich. Każdy ma prawo popełnić błąd, ale też się zmienić. Ten kto się zmienia, chce żeby go doceniono. Tak z głębi serca. Ale w dzisiejszym świecie coraz mniej takich ludzi, którzy patrzą sercem.
 

 
Miłość jest jak narkotyk. Na początku odczuwasz euforię, poddajesz się całko¬wicie nowemu uczuciu. A następne¬go dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jednak poczułeś już jej smak i wierzysz, że będziesz mógł nad nią panować. Myślisz o ukochanej osobie przez dwie mi¬nuty, a zapominasz o niej na trzy godzi¬ny. Ale z wolna przyzwyczajasz się do niej i stajesz się całko¬wicie zależny. Wte¬dy myślisz o niej trzy godzi¬ny, a zapominasz na dwie mi¬nuty. Gdy nie ma jej w pobliżu czujesz to samo co nar¬ko¬mani, kiedy nie mogą zdobyć nar¬ko¬tyku. Oni kradną i poniżają się, by za wszelką cenę dostać to, czego tak bardzo im brak. A Ty jesteś gotów na wszystko, by zdobyć miłość.
Żad¬na wielka miłość nie umiera do końca. Możemy strzelać do niej z pistoletu lub zamykać w najciemniejszych zakamarkach naszych serc, ale ona jest sprytniejsza wie, jak przeżyć.
 

 
Sie­działa w po­koju na podłodze, wokół niej piętrzyły się sto­sy książek i zeszytów, poot­wiera­nych na różnych stro­nach. Miała na so­bie po­roz­ciąga­ny dres, włosy by­le jak spięte gumką na czub­ku głowy, za ucho włożyła ołówek. Między pa­piera­mi leżało pu­dełko z połową pizzy we­geta­riańskiej. Już zim­nej. Sie­działa tak od kil­ku godzin, ale nie pot­ra­fiła się na niczym sku­pić. Jed­nak mu­siała wałko­wać ko­lej­ne roz­działy, by za­liczyć sesję. Właśnie w ta­kich chwi­lach naj­bar­dziej tęskniła z li­ceum…
Nag­le ciszę przer­wał krótki dźwięk wy­doby­wający się z jej komórki. Sms… Próbo­wała od­szu­kać te­lefon pod stertą kar­tek i podręczników. Gdy w końcu go zna­lazła, spoj­rzała na wyświet­lacz. Nie mogła uwie­rzyć… Jak to? Prze­cież…
Cyf­ry, które układały się w zna­ny nu­mer wpra­wiły jej ser­ce w sza­lony łomot. Mi­mo, iż usunęła ten nu­mer kil­ka lat te­mu, wciąż miała go w pa­mięci. Po­nad to, sa­ma zmieniła swój za­raz po tym, żeby nie mógł do niej dzwo­nić ani pi­sać. Cho­ciaż w głębi ser­ca miała nadzieję, że się pos­ta­ra i ja­koś go znaj­dzie, że będzie wal­czył, że się tak łat­wo nie pod­da. Prze­cież zdo­bycie nu­meru te­lefo­nu nie jest niczym trud­nym, udałoby mu się. Nig­dy nie spróbo­wał. Aż do te­raz… Czy to możli­we? Py­tała samą siebie. W przypływie od­wa­gi na­cisnęła naj­większy kla­wisz. Jej mózg za­lały słowa:
„Nie mogę przes­tać o To­bie myśleć…”
Nie pot­ra­fiła się us­po­koić, w po­koju pa­nowała cisza, prze­rywa­na je­dynie wa­leniem jej ser­ca i spaz­ma­tycznym od­dechem. Je­dyne co zdołała na­pisać w od­po­wie­dzi to:
„To Ty…?”
„Prze­cież wiesz… Muszę Cię zo­baczyć.”
Nie wie­działa, co się dzieje. Czy to jest możli­we? A może ktoś so­bie z niej żar­tu­je, może to na­wet i on. Może zechciał się z nią umówić tyl­ko po to, by z uk­ry­cia podzi­wiać jej głupotę i naiw­ność? Nie. Nie, on by te­go nie zro­bił.
Drżący­mi ręko­ma na­pisała:
„U mnie o 19…”
Za­nim zdołała na­cisnąć „wyślij”, minęło kil­ka mi­nut. Jed­nak po chwi­li ot­rzy­mała ra­port, że wiado­mość zos­tała dos­tar­czo­na.
Po­pat­rzyła na ze­gar wiszący na ścianie. Miała godzinę. Zab­rała się za sprząta­nie. Nie spodziewała się gości, nig­dy nie zap­raszała ni­kogo do siebie, bo odkąd za­mie­szkała sa­ma, jej życie kręciło się wyłącznie wokół uczel­ni i pra­cy. Na­wet nie miała żad­nych zna­jomych, nie wspo­minając o przy­jaciołach. Nie pot­ra­fiłaby ich na­wet ut­rzy­mać… Gdy dop­ro­wadziła mie­szka­nie do względne­go porządku, wskoczyła pod prysznic. Po­tem zro­biła ma­kijaż, wyp­rosto­wała włosy, gdy spi­nała grzywkę wsuwką z tyłu głowy, do­tarł do niej bez­sens tych przy­goto­wań. „Po co to wszys­tko? Prze­cież może się oka­zać, że minęło już zbyt wiele cza­su. Może na­wet nie przyjść… Ty­le lat za­pomi­nania, przek­reślił je­den sms…”
Wskazówka ze­gara prak­tycznie się nie prze­suwała. Wie­działa, że gdy będzie sie­działa wpat­rzo­na w ze­gar, czas będzie dłużył się niemiłosier­nie, jed­nak zde­ner­wo­wanie przejęło nad nią całko­wicie kon­trolę.
Usłyszała dzwo­nek do drzwi. Przekręciła klucz, na­cisnęła klamkę, uchy­liła drzwi. Na­pot­kała je­go wzrok. Był tam. Ta­ki sam. Ta­ki jej, dla niej. Bez słowa wpuściła go do środ­ka i zam­knęła drzwi. Sta­li tak nap­rze­ciw siebie, pat­rze­li so­bie w oczy.
Co można po­wie­dzieć w ta­kiej chwi­li? Czy is­tnieją ta­kie słowa, które od­dałyby tak długo na­ras­tającą tęsknotę?
Pod­szedł do niej i moc­no przy­tulił. Od­garnął włosy i szepnął do ucha:
- Tęskniłem.
Zaczął całować ją po szyi, trzy­mając w dłoniach jej twarz. Od­szu­kał us­ta. Por­wała ich na­miętność. Po­ciągnęła go w stronę sy­pial­ni. A tam po chwi­li na podłodze wraz z w pośpie­chu zrzu­cony­mi ub­ra­niami tarzał się strach, smu­tek, niepew­ność i żal…

Gdy pokój za­lała ciem­ność, a ich od­dechy us­po­koiły się i opadły emoc­je, trzy­mał ją w ra­mionach. Widziała tyl­ko za­rys je­go ciała.
- Jut­ro wie­czo­rem wy­jeżdżam do Lon­dy­nu… - Wyszep­tał niemal bezgłośnie.
Spoj­rzała w stronę, gdzie po­win­ny być je­go oczy.
- Na jak długo?
- Pół ro­ku. Ko­lega załat­wił mi tam pracę. Dzięki zdo­byte­mu tam doświad­cze­niu, łat­wiej będzie mi zna­leźć pracę w Pol­sce. Przy­naj­mniej mam taką nadzieję…
Poczuła strach. Strach, że odej­dzie, że to nie miało tak nap­rawdę znacze­nia, że znik­nie za­nim w ogóle się po­jawił…
- Czy… my… To znaczy, czy mam na ciebie cze­kać? Czy…
Zam­knął jej us­ta po­całun­kiem. To chy­ba była jed­noznaczna od­po­wiedź. Strach zniknął tak szyb­ko, jak się po­jawił.
- Wiesz, trochę się boję, że nie pocze­kasz… - Znów wyszep­tał, jak­by wstydził się sam przed sobą. Jak­by prze­rażała go władza, jaką nad nim po­siada, mając je­go ser­ce w swo­jej dłoni.
- Jak kocha to pocze­ka. – Po­wie­działa, i mi­mo, iż nie mógł te­go dos­trzec, uśmie­chnęła się. Jed­nak za­raz do­dała, już bez uśmie­chu. – A ty?
- Jak to ujęłaś…? Jak kocha to pocze­ka?
Po­całowała go. Znów od­garnął jej włosy i szepnął jej do ucha:
- Kocham cię.
- Kocham cię. Tak bar­dzo cię kocham… - Od­szepnęła w przes­trzeń.


Stała na lot­nisku. Pat­rzyła przez og­romną szybę na sa­molot, który za­raz miał wys­tarto­wać. Był tam. Jeszcze niedaw­no nie chciała o nim pa­miętać, a te­raz znów bo­li, gdy go nie ma. Po­pat­rzyła na wyświet­lacz komórki. Miał wysłać jej wi­domość, gdy będzie sie­dział już na swoim miej­scu, a tu ciągle nic. Jed­nak gdy dos­trzegła, że nie ma za­sięgu, przes­tała się mar­twić. Po­myślała, że naj­wyżej dos­ta­nie sms’a z opóźnieniem. Zauważyła, że sa­molot ruszył. Jechał po pa­sie star­to­wym z co­raz większą prędkością, aż w końcu po­der­wał się do lo­tu. Nie płakała. Przy­wykła do te­go, że go nie ma. Jed­nak miła nadzieję, że tym ra­zem im się uda. Może te­raz właśnie nad­szedł ich czas. Już miała się od­wrócić i pójść w stronę wyjścia, ale jej wzrok przy­kuła dziw­na bar­wa jaką przyb­rał sa­molot. Ze zas­traszającą szyb­kością płonąca bryła zaczęła spa­dać i zbliżać do ziemi. Nie było wątpli­wości, że stało się coś straszne­go. Sa­molot spadł z og­romnym hu­kiem i roz­wa­lił się na większe i mniej­sze ka­wałki. Nie miała wątpli­wości, że… Stała przyk­le­jona do szy­by, wokół niej ludzie biega­li z jed­ne­go końca ko­rytarza na dru­gi, ro­bili zdjęcia, komórka­mi nag­ry­wali krótkie fil­mi­ki, płaka­li, krzycze­li. Straż pożar­na ga­siła wrak sa­molo­tu. Z odrętwienia wyr­wał ją krótki syg­nał. Wyjęła te­lefon. Wiado­mość od niego. Spóźniony sms, wie­działa o tym bar­dzo dob­rze, jed­nak po­myślała, że może aku­rat je­mu udało się przeżyć tę ka­tas­trofę…
„Kocham Cię. Już za Tobą tęsknię… Do zo­bacze­nia.”
Upuściła komórkę na podłogę, sa­ma opadła na ko­lana. Do­piero te­raz poz­wo­liła swo­bod­nie płynąć łzom. Pat­rzała jak gaszą wrak… jak cały te­ren wy­pad­ku pok­ry­wa się białą pianą… jak ludzie ro­bią zdjęcia dla ga­zet i nag­ry­wają ma­teriały dla te­lewiz­ji… jak po­woli wyj­mo­wane są ja­kieś rzeczy… Pat­rzyła jak liczba czar­nych worków się zwiększa… W końcu świat za ok­nem za­lała ciem­ność, dając jej oczom uko­jenie…

W tym sa­mym miej­scu i śpiącą znaj­du­je ją ochro­na. Nie pot­ra­fią jej do­budzić. Prze­lewa im się przez pal­ce, mi­mo, iż na jej twarzy wid­nieje nikły uśmiech.

Sen…
- Głupia, myślałaś, że zginąłem!? Nie mogłem cię zos­ta­wić, na­wet nie wsiadłem na pokład te­go sa­molo­tu. Jed­nak to zain­te­reso­wało ochronę, przez co zaczęli mnie przesłuchi­wać w osob­nym po­koju. Za­raz po­tem zaczęła się pa­nika w związku z tym wy­pad­kiem, a o mnie za­pom­niano. Komórkę mi zab­ra­no, nie mogłem cię poin­formo…
Wzięła go w ra­miona i bar­dzo moc­no przy­tuliła.
- Nie wiem, co bym zro­biła, gdy­byś le­ciał tym sa­molo­tem…
- Kocha­nie, ja… bo ja bym chciał za­pytać, czy zos­ta­niesz moją żoną…?
Wyjął pierścionek z małym zielo­nym ka­myczkiem, gdy usłyszał „tak”, wsunął go na jej pa­lec.

Rzeczy­wis­tość…
Ochro­niarz niesie jej bezwład­ne przez sen ciało na rękach. W pew­nym mo­men­cie, mówi ze zdzi­wieniem:
- Ty... Sta­ry, ona płacze przez sen…


 

 
Mysślisz,że kochasz a to tak nap­rawdę tyl­ko zaurocze­nie.Py­tasz dlacze­go mi­lość Cie omi­ja?Nig­dy nie będziesz szcześ­li­wy/a?Wy­luzuj,daj so­bie na wstrzy­manie a mi­łość za­wita do Two­jego ser­ca w naj­mniej nieo­cze­kiwa­nym mo­men­cie.W ży­ciu na wszys­tko przychodzi czas a cier­pli­wość poplaca.
 

 
Naj­wiecej cza­su i nerwów kradną mi ludzie, którzy nie mają co ro­bic z włas­nym życiem a mar­nują czas na bar­wienie mo­jego... Niepot­rzeb­nie, ja mam juz bar­dzo szczęśli­we, za­jebis­te, ko­loro­we życie i wiem, ze Wam troche żal, ale mo­ze czas zab­rać kred­ki i zająć się swoją szarością.
 

 
„Niezapomniana sobota”
Pobudka, godz. 8;00. Z ledwością wstałam z łóżka. Zaspana zeszłam na dół i spytałam, dlaczego tak wcześnie dziś musiałam wstać? Tata odparł: ,,Przecież jedziemy do Radomia”. No tak, zapomniałam. Jedziemy do naszego brata ciotecznego Eryka na urodziny. Eryk to syn mamy brata. Wyjazd był o 8:30, więc, aby nie tracić czasu, poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam „czarownicę”. Każdy włos miałam w inną stronę, czego nie cierpiałam. Oprócz tego miałam doły pod oczami. Szybka korekta i oczywiście delikatny makijaż. Bez niego się nie obejdzie. Podłączyłam prostownicę i poszłam się ubrać. Dylematem było to, w co się miałam ubrać, a że było mało czasu, wzięłam pierwsze z brzegu ubrania i wyszłam. No tak wszystko dobrze - a torebka? Urwanie głowy. Zeszłam w miarę gotowa, zapominając o prostownicy. Mama powiedziała: „Izuniu, zjedz śniadanko”. Jak zwykle z małym opóźnieniem wyjechaliśmy. Do Radomia zazwyczaj się jedzie około dwóch godzin. Wzięliśmy ze sobą psa. Wabi się Pompon.
Godz. 9:30
Jechaliśmy naprawdę szybko. W tym czasie ciocia (mama Eryka) zadzwoniła z pytaniem za ile będziemy? Mama odpowiedziała, że za jakieś 30 do 40 min. Gdy mama rozmawiała, widziałam jak w naszą stronę przewraca się cysterna. Tata zaczął bardzo mocno hamować. Nie udało się. Byłam w szoku. Nie mogłam w to uwierzyć, że przed chwilą jeszcze z nimi rozmawiałam, a teraz stała się tragedia. Przednia część samochodu była przygnieciona cysterną. Bałam się, że zaraz wybuchnie. Chciałam wyciągać wszystkich po kolei z samochodu, ale sama się nie mogłam ruszyć. Zaczęłam się pytać: „Co się stało? Jesteście cali? Nic wam nie jest?” Cisza. Tylko pies zaszczekał. Byłam przerażona, zaczęłam głośno płakać i krzyczeć. Spojrzałam na tatę, nie miał dwóch palców, twarz miał zakrwawioną, a od pasa w dół był przygnieciony. Poruszyłam mamę za ramię, nie odpowiadała, nie poruszała się, a po chwili odpadła jej ręka. Byłam przerażona tym widokiem. Chciałam jak najszybciej stamtąd uciec. Mój brat miał na imię Tomek. Był młodszy ode mnie. Widząc go w takim stanie, źle mi się zrobiło. Miał rękę złamaną. Poznałam to po opuchliźnie, kolorze siwym i coś mu wystawało z ręki. Przypuszczam, że to było złamanie otwarte. Chciałam wyjść, ale jak stanęłam na nogi to jedna z nich zabolała mnie. Spojrzałam a tam noga jest urwana w połowie piszczela i wisi na kawałku skóry. Mnie nic nie bolało tak bardzo jak serce. Widząc jak rodzice są poturbowani i czując jak tracisz ich z każda sekundą, serce mi pękało. Straciłam największy skarb, którym jest rodzina. Uwierz! Były to tragiczne widoki. Po mimo swojego stanu zdrowia, zadzwoniłam do cioci. Poinformować ją o tym co się stało. Przyjechali po pewnym czasie na miejsce zdarzenia. Bardzo się ucieszyłam, że nie jestem sama. Jak zajęli się mną, po lewej stronie zobaczyłam jak rodziców pakują do czarnych worków. Po mimo, że drugiej nogi nie miałam całej, to chciałam iść ostatni raz i pożegnać się z nimi i ucałować ich. Ratownicy pogotowia z początku nie chcieli się zgodzić, po mimo tego, co było w samochodzie teraz wygląda inaczej. Powiedziałam im, że to są moi rodzice i nie mogę ich tak zostawić. Nie chcieli żebym się bardziej denerwowała, więc się zgodzili i przenieśli mnie do nich. Podziękowałam za całe życie i ucałowałam. Spojrzałam prosto, a tam leżał mój brat, a wokół niego trzech ratowników i udzielali pierwszej pomocy. Jeden krzyknął do drugiego: „Tracimy Go”, a ja „nieee!” Chciałam podejść i pomóc, lecz nie mogłam. Powiedzieli, że musimy się już zbierać. Poprosiłam ciocię, aby pojechała ze mną i wzięłam psa. Bo tylko on mi został i chłopak, którego bardzo mocno kocham! W karetce ciocia otrzymuje telefon i totalna załamka. Był to telefon od wujka Marcina(taty brata). Spaliło mi się część mieszkania. A to był nowo pobudowany dom. To wszystko z tego pośpiechu, zapomniałam wyłączyć prostownice. Ten dzień był najgorszym z wszystkich dni możliwych w moim życiu. Nie wiesz jak to jest stracić wszystko naraz. Dom, mamę, tatę i brata, Nie zapomnę tej soboty nigdy w życiu.€“ 14.05.2011r.